Pewność siebie

Podczas terapii podstawową nauką jaką odbieramy jest zdobycie poczucia własnej wartości oraz pewności siebie. Kluczowym, aby to osiągnąć jest zrozumienie co leży u podstawy tej nauki. Mianowicie zrozumienie, że poczucie bezpieczeństwa leży głęboko w nas i należy po nie sięgnąć. Owe poczucie bezpieczeństwa to silna świadomość, że bez względu na to co się będzie działo to JA sobie z tym poradzę. Zatem wszystko to opiera się na wierze, a jednocześnie na wyzbyciu się poczucia lęku i obaw. Brzmi prosto i łatwo, ale droga do tego jest długa i wyboista, a odrzucenie schematów i zmiana błędnych przekonań oraz pozbycie się traum z przeszłości, które każdy z nas w sobie nosi, czasami wydaje się wręcz niemożliwe. Prawdziwym przełomem w terapii czy drodze do osobistego rozwoju jest poczucie tego właśnie “bezpieczeństwa i siły” całym sobą i tak głęboko w ciele czy duszy, że nie jestem pewna czy słowami potrafię to nazwać.

Dla osób skupionych na człowieku jako istocie najwyższej w łańcuchu ewolucji jest to jak najbardziej zasadne. Jednak ja znalazłam poczucie pewności siebie skupione wyłącznie i ostatecznie na mnie, jako niewystarczające. Często rozmyślałam wieczorami czy raz zdobyta wewnętrzna siła jest możliwa do utraty w przyszłości. Zaczęłam zastanawiać się nad tematem szerzej, czyli poza człowiekiem jako istotą końcową, z punktu widzenia wiary jaką wyznaję (chrześcijanizm). Doszłam do wniosku, że jeśli poczucie własnej wartości polega de facto na wierze w siebie samego nie będzie błędem jeśli oprzemy je na wierze w Boga, wręcz swoistym dopełnieniem przekonania.

Teraz pewnie w głowach wszystkich terapeutów i ich pacjentów pojawia się wielka czerwona lampka i podstawowa zasada, której się uczymy, aby nie szukać pewności siebie na zewnątrz tylko wewnątrz i jest to stwierdzenie z którym absolutnie się zgadzam. Zasada ta jest tak istotna, ponieważ kiedy oprzemy własną wartość i bezpieczeństwo o inne osoby czy rzeczy to jest to fundament zbudowany na bardzo chwiejnym gruncie. Mamy ufać ludziom, ale człowiek jest istotą zawodną i nie możemy pokładać w nim stu procent nadziei, bo takiej pewności nigdy mieć nie będziemy.

Mój instynkt perfekcjonistki zawsze każe mi szukać stu procent i tak jak w wielu przypadkach, tak również w tym trafiłam na szklany sufit, bo czy istnieje coś tak doskonałego? Kombinowałam dalej, szukałam wśród grona moich bliskich, znajomych i przyjaciół, a nawet idoli, osób za które mogłabym “ręczyć głową”, których byłabym pewna w stu procentach. Okazało się, że nawet za siebie własną głową ręczyć nie mogę, bo okoliczności i świat w którym żyjemy są zmienne, a jeśli są zmienne to są niepewne. Ale co by było gdyby znaleźć taką istotę, która jest bytem idealnym, która daje nam 100% pewności, gdyby znaleźć miejsce w 100% bezpieczne?

Znalazłam swoją odpowiedź całkiem niedawno, w pierwszym tygodniu wybuchu wojny na Ukrainie. Przed agresją Rosji zdawało mi się, że mam odpowiedź na wszystkie trudności, które mogą mnie spotkać. Kształciłam się zarówno intelektualnie, jak również w obszarze fizycznym, dbałam o ciało i o duszę, budowałam stabilny kapitał, firmę, zdywersyfikowany portfel oszczędności, inwestycji, źródeł dochodu, klientów, a nawet relacji, zapewniałam sobie najstabilniejsze fundamenty jakie tylko potrafiłam zbudować. Dopiero konflikt zbrojny uświadomił mi, że jednego dnia mamy wszystko, a następnego dnia możemy nie mieć nic poza sobą i swoim życiem, a i to może się bardzo szybko zakończyć. Kiedy część moich znajomych była zaniepokojona sytuacją, a jeszcze inni w ogóle nie dopuszczali jej do siebie, a pozostała część była w panice i w strachu obmyślała plan ewentualnej ucieczki – ja byłam sparaliżowana i wręcz otępiała z niemocy przez sytuację w jakiej kiedyś mogę się znaleźć. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie miałam odpowiedzi i rozwiązania, a rzeczy, które mnie na co dzień cieszyły i napędzały do działania straciły swoje kolory i smak, bo w obliczu takiej tragedii nic nie wydaje się być pewne i ważne – żaden biznes, klient, relacja, dom, pieniądze itd Wszystko możemy stracić w mrugnięciu oka włącznie z sobą samym.

Powstało w mojej głowie pytanie: co dalej? jak mam się zachować kiedy nawet moja wewnętrzna siła wydaje się być niedostateczna do przetrwania w porównaniu z tym zagrożeniem? Z jednej strony paraliż spowodowany był brakiem rozwiązania, nie lubię go nie mieć, bo w sumie zawsze go miałam. Z drugiej strony podyktowany był prawdziwym strachem. Znacie to powiedzenie “jak trwoga to do Boga”? Oczywiście, że zaczęłam się modlić, bo nie byłam w stanie wymyślić nic innego. Uświadomiłam sobie, że skoro nawet moje istnienie na tej ziemi nie jest pewne, co wbrew pozorom jest szokiem dla osób w moim wieku które jeszcze ¾ życia mają przed sobą, to co dalej mi pozostało, jeśli wszystko nagle okazało się bez sensu i skończone w rozumieniu, że kiedyś dobiegnie końca.

Mój mózg zaczął pracować na najwyższych obrotach i pomimo, iż od zawsze jestem zadeklarowanym katolikiem i zostałam wychowana w domu w którym uczono mnie, że jak będę dobrym człowiekiem to pójdę do nieba to dopiero w wieku 33 lat zaczęłam myśleć o życiu po śmierci. Wiedzieć, że kiedyś w odległej przyszłości nadejdzie kres, a czuć prawdziwie zbliżający się koniec i kruchość istnienia to są dwie zupełnie odrębne rzeczy. Wcale nie dziwię się, że tyle osób nawraca się lub doznaje oświecenia i zmienia swoje życie w sytuacji kiedy są o krok od śmierci. Dla jasności ja nie byłam, ani wtedy, ani nigdy tak blisko, ale trochę czuję jakbym w tamtych dniach umarła.

Z logicznego punktu widzenia życie po śmierci, czyli życie wieczne jest czymś nieskończonym, a skoro nieskończonym to w stu procentach bezpiecznym, bo nic, ani nikt nie jest w stanie tego odebrać czy zakończyć. Bóg bez względu na wyznanie jest taką istotą, której w stu procentach możemy być pewni – boskość jest oznaką czegoś w pełni idealnego, kompletnego, niezawodnego. Czegoś, czego możemy być pewni w przeciwieństwie do ludzi i nas samych. Boga nie można zabić, zniszczyć, złamać, zmienić, a z człowiekiem to wszystko można zrobić. Nasze ludzkie życie można zakończyć, ale duszy zabić nikt nie potrafi, bo jest nieśmiertelna.

Zatem co by było, gdyby nasza pewność siebie i poczucie własnej wartości nie wynikała z nas samych bezpośrednio tylko z pierwiastka boskości, który każdy z nas ma w sobie, bo przecież zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Co by było, gdyby każdy miał sto procent pewności, a mając to jednocześnie nie odczuwał niepewności i lęku i prawdziwie wiedział, że nic i nikt nie jest w stanie zachwiać jego pewności siebie, bo nie idzie przez świat sam tylko z Bogiem, bo ma w sobie nieśmiertelną duszę i pod koniec ludzkiego życia, bez względu na to kiedy to nastąpi, powróci do swojego prawdziwego domu, gdzie nie będzie wiedział co to smutek, żal czy strach, a będzie tylko wieczność i szczęście. Oczywiście takie zakończenie jak wszystkie inne owoce, które zbieramy docześnie, są sumą naszych wyborów i plonów, które zasialiśmy. Nie wszyscy będą mieli taką szansę, ale nic poza nami samymi nie stoi na przeszkodzie, aby postarać się o takie wieczne i szczęśliwe zakończenie.

Czy mając tą świadomość nadal odczuwam strach? Tak, ale jest to obawa, że nie wypracuje swoim postępowaniem życia wiecznego przy jednoczesnym poczuciu pewnej niezłomność w dążeniu do ostatecznego celu na mojej drodze. Poczucie bezpieczeństwa daje mi nie moja siła, lecz siła mojej wiary. Tym sposobem wyszliśmy od wiary w siebie i praktycznie rzecz biorąc na niej skończyliśmy, ale teraz wydaje się być uzupełniona o brakujący element – pierwiastek boski, który daje nam sto procent pewności w siebie, dzięki Niemu. Ludzie żyjący w Bogu i w zgodzie z wyższymi wartościami nie odczuwają takiego strachu jaki czuje się kiedy Boga z nami nie ma. Jestem o tym głęboko przekonana, jak również o tym, że Bóg każdego w zależności od wyznania ma wiele obliczy i postaci, ale w ostatecznym rozrachunku jest jeden Bóg, który jest Bogiem nas wszystkich i tylko, jeśli żyjemy w zgodzie ze sobą i z Nim możemy pozbyć się strachu czy lęku i poczuć się prawdziwie bezpiecznym. Siła wiary pozwoliła wielu ludziom na dokonanie czynów niemożliwych i prawdziwie bohaterskich, tak jakby się nie bali i nie mieli ograniczeń. Działo się tak tylko dlatego, że tak głęboko zaufali – “tylko, albo aż”.

Dlatego, że nie ma szklanego sufitu w nieskończoności.

Organizacja i systematyzacja codziennego życia

Pierwsza autorska publikacja z serii produktów Untold. Dzięki temu poradnikowi zrobisz pierwszy krok w zmianie swojego życia na takie o jakim marzysz. Jest dostępny w wersji e-book, audiobook oraz kursu video. Zawiera znane narzędzia coachingowe oraz moją autorską metodę wypracowaną na przestrzeni ostatnich 5 lat. W skrócie dowiesz się jak zapanować nad swoim życiem zarówno prywatnym, jak i tym zawodowym. Napisany w sposób prosty i przyjemny, zawiera przykłady z życia codziennego, praktyczne wskazówki i ćwiczenia oraz piękną oprawę graficzną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.